Przedwczorajszy intensywny trening (wyjątkowo aż 40 min) jak zwykle wyzwolił we mnie ogrom pozytywnej energii, ale tez chyba zaburzył jakieś inne zmysły bo jak przywaliłam wczoraj w futrynę czołem to myślałam ze dostałam patelnią..Cały dzień miałam czerwony ślad, ale na szczęście znikło bo bym miała kolejny siniec do kolekcji...nie mam pojęcia jak udało mi sie nie trafić do wyjścia haha. Następnie zamykając lodówkę walnęłam sobie drzwiami w nos...a do tego wygłupiając sie z mężusiem dostałam strzała w kość biodrową. Myślał ze trafi w coś miękkiego a tu sobie o mało ręki nie połamał. pech :P
Wracając do ćwiczeń, tak jak mówiłam zaczęłam od niedawna robić znowu te brzuszki z callanetics (ale tylko tydzień lub dwa bo szkoda kręgosłupa, wole piłkę) oraz od dwóch dni hulam hulahoopkiem w nadziei na troszkę węższą talie. wiem ze mam taką ceglastą budowę ..ale może jeszcze jeden cm pliss.
yoł ! powrót do dzieciństwa :P, ciekawe jak długo tym razem wytrzymam.
fotki zeszłoroczne hehe
moje kółko juz dawno zmodyfikowałam dosypując ryżu i starego makaronu, zakleiłam caluśkie czarną taśmą izolacyjną i tak tani hulahoopek z targu wygląda niczym profesjonalne coś.
Acha..no i w związku z tym ze czeka na mnie pewne wyzwanie, musiałam sprawdzić czy jeszcze potrafię rysować. Ale nie skusił mnie ołówek tylko długopis..Bloczek rysunkowy juz od dawna mnie prześladował i w końcu go dopadłam...
później dorysowałam jeszcze pająka i zaczęłam krokodyla..jej..jak fajnie znowu wylać emocje na papier tworząc jakąś potforre :D Moze innym razem pokarze moje stare szkice.
A teraz uciekam bo muszę rozwiesić pranie, pozmywać, poćwiczyć itp..Nie będzie nas w weekend bo jedziemy zaś do rodziny :) ..pogoda sie poprawia!!
pozdrawiam
dziękuje za mile komentarze :*


